Galla Grotto w Warszawie

Kilka dni temu mieliśmy przyjemność gościć w Warszawie wspaniałą rosyjską art quilterkę Gallę Grotto.

Artystka przyjechała do Warszawy prywatnie i zgodziła się na zorganizowanie dwudniowej wystawy 20-stu swoich prac oraz poprowadzenie dwóch kursów z szycia art quiltów - temat pejzaż i portret.

Galla z wykształcenia jest projektantką wnętrz ale realizuje się w wielu kreatywnych dyscyplinach wizualnych - od malarstwa, przez pastele i grafikę po kolaż, tkaninę i projektowanie mebli. Ta wielowątkowość i ciągłe poszukiwania ujawniają się w jej pracach - od pierwszych quiltów zachowujących prostokątny kształt i klasyczne wykończenie brzegów, tematyką nawiązujących do mitologii, do najnowszych, które są syntetycznymi studiami postaci, z ciekawą paletą barw i nieregularnym kształtem przełamującym obowiązujące standardy. Jej prace kipią kolorami i fakturą, hipnotyzują kontrastami - mimo syntetycznego ujęcia tematu są niezwykle ujmujące. Każda kolejna praca zaskakuje czymś nowym i ujawnia ciągłe poszukiwania artystki - a to poprzez nowe zestawienie kolorów, a to poprzez zmianę kształtu pracy, albo dodatkowe elementy nadające pracy trójwymiarowości.

Galla chętnie dzieliła się z nami (uczestniczkami kursu) swoją wiedzą, niezwykle życzliwie podpowiadając nam jak dobierać kolory i faktury materiałów w naszych pracach, jak korzystać z farb aby urozmaicić nasze mini dzieła. Dyskutowałyśmy o różnicach w aplikacji z podwijanymi brzegami a surowymi brzegami (artystka preferuje ten pierwszy wariant), o kolejności etapów - czy podmalowywać tkaniny na samym początku pracy czy pod koniec, czy przyszywać aplikacje sukcesywnie czy po skomponowaniu całej pracy, czy korzystać z gotowych materiałów czy farbować. Był to ciekawy kurs, czas spędziłam kreatywnie z niezwykle miłym towarzystwem.

Odczuwający niedosyt mogli zamówić u Galli piękny album z jej pracami.

Zachęcam również do odwiedzenia strony internetowej autorki: http://www.galla.fr/

Test mini żelazek

Mini żelazko X'SOR Sew Mate kontra Clover

Każdy kto szyje patchworki, wcześniej czy później, może wpaść na pomysł, że mini żelazko jest mu niezbędne do pracy. Ponieważ często wykorzystuję aplikacje na flizelinie, doszłam do takiego wniosku dość wcześnie. Pomijając matę i nóż krążkowy, był to pierwszy patchworkowy gadżet który nabyłam. Teraz na mojej półce pojawiło się nowe żelazko marki Clover - to wygrana w konkursie patchworkowym. Mając i używając obydwu mogę się pokusić o porównanie.

Moc

Żelazko X'SOR ma 12 watów ale nie nagrzewa się zbyt mocno. Za pomocą małego przełącznika można wybrać czy ma grzać mocniej (HI) czy słabiej (LO). Ja korzystam tylko z mocniejszego ustawienia. Żelazko Clover ma również przełącznik, który pozwala wybrać tryb pracy - High, Low oraz wyłącznik. Można wyłączyć żelazko gdy chwilowo nie jest nam potrzebne bez konieczności nurkowania pod stół w celu wyjęcia wtyczki - mała rzecz a cieszy.

Mini żelazko świetnie nadaje się do przyklejania małych kawałków aplikacji ale w przypadku X’SOR ze względu na niską temperaturę jest to raczej krótkotrwały efekt - gdy chcę mieć pewność, że przyklejany fragment nie odpadnie podczas dalszej pracy, przyprasowuję aplikację na koniec danego etapu pracy jeszcze raz dużym żelazkiem. Żelazko Clover ma 25 watów (2 razy więcej) i to robi różnicę. Nagrzewa się powoli - widać taki urok tych żelazek - ale do wyższej temperatury niż X’SOR. Aplikacje przyczepiają się dużo lepiej przy użyciu tego żelazka - nie muszę poprawiać dużym.

Podstawka

Do żelazek producenci dołączyli składane, plastikowo-metalowe podstawki - do odkładania żelazka. W przypadku X’SOR’a nie jest to rewelacyjne rozwiązanie - podstawka permanentnie odmawia współpracy składając się przy prawie każdym przesunięciu. Niezwykle deprymujące i denerwujące rozwiązanie. W żelazku Clover podstawka zbudowana jest niby identycznie (ma kształt koniczynki ale to nie może mieć żadnego wpływu na funkcjonalność ;-)) a jednak spełnia swoją funkcję. Różnica tkwi z czterech gumkach na spodzie podstawki - które to gumki zapobiegają przesuwaniu podstawki oraz faktu, iż metalowa klamra na której spoczywa żelazko, blokuje się w pozycji pionowej. To zapewnia jej stabilność. Zdumiewające, że tak drobne różnice potrafią tak wpływać na funkcjonalność urządzeń.

Kabelek

Żelazko X’SOR ma kabelek długości ok 110 cm - to jest stanowczo za mało. Biorąc pod uwagę, że wysokość blatu roboczego wynosi ok 70-75 cm, a np. przedłużacz mamy na podłodze, zostaje nam tylko 35 cm na swobodny ruch w poziomie. I to tylko wtedy gdy gniazdko mamy tuż pod ręką. W praktyce przedłużacz muszę układać na blacie, żeby zapewnić sobie jakiś rozsądny obszar do pracy. Żelazko Clover ma 193 cm - to o 83 cm więcej - nie muszę mówić, że robi to kolosalną różnicę. Nie muszę walczyć z przedłużaczem o zasięg - wreszcie mogę skupić się na tym co istotne. - na pracy. Dodatkowo producent pomyślał o uziemieniu urządzenia.

Zastosowanie

Mini żelazko X’SOR SEW MATE sprawdzia się przy korzystaniu z techniki szycia na papierze, gdzie po przyszyciu każdego fragmentu tkaniny trzeba rozprasować szwy. Jest wystarczająco ciepłe i poręczne żebym mogła uznać je za niezbędne. Ale dopiero żelazko Clover’a pozwala wznieść się na wyższy poziom - można używać go do aplikacji.

Podsumowanie

W moim porównaniu zdecydowanie wygrywa żelazko Clover.

Jest mocniejsze, co powoduje że rozgrzewa się do wyższych temperatur; można je zastosować do aplikacji; dzięki długiemu kablowi zasilającemu jest łatwiejsze w użytkowaniu; ma dobrze przemyślaną podstawkę.

Jedyna rzecz, która przemawia na rzecz mini żelazka X’SOR Sew Mate to cena - X’SOR kosztuje prawie połowę mniej niż mini żelazko Clover. Biorąc jednak pod uwagę zdecydowanie lepszą funkcjonalność żelazka Clover bez wahania kupiłabym sobie właśnie Clover - jest to wszak rzecz, która ma nam ułatwić pracę a nie wystawiać naszą cierpliwość na próbę.

X'Sor sew mate vs clover

Leni Levenson Wiener "Pictorial art quilt" - recenzja książki

Jeśli pragniesz nauczyć się robienia art quiltów na podstawie zdjęć ta pozycja jest dla ciebie.

Książkę Leni Levenson Wiener kupiłam ponad rok temu. Jest to dobry przewodnik, który krok po kroku pokazuje jak na podstawie zdjęcia stworzyć piękny art quilt. Leni kompleksowo przedstawia zagadnienia, które pomogą ci wyrobić sobie pojęcie o czekającym cię zadaniu. Książka podzielona jest na trzy części - przygotowanie projektu, instrukcja krok po kroku i rady dotyczące najbardziej popularnych zagadnień.

W części pierwszej autorka omawia kwestię koloru, jego natężenia i znaczenia w tworzeniu art quiltu. Jest to niezwykle ważny rozdział, gdyż kwestia zbudowania dobrej skali tonalnej z materiałów, które posiadamy jest niezwykle trudne, jednocześnie będąc kluczem do satysfakcjonującego efektu. Łatwo jest ten rozdział uznać za oczywisty ale jest to temat do którego warto wrócić po pierwszych próbach.

W części drugiej znajdziemy instrukcję krok po kroku - od wyboru zdjęcia, rozmiaru naszej pracy, doboru koloru, przez wycinanie i klejenie poszczególnych części naszej “układanki”. Na podstawie instrukcji zamieszczonej w tej części książki możemy odtworzyć art quilt prezentowany na okładce. Z własnego doświadczenia muszę przyznać, że wybór rozmiaru rzutuje na możliwości i ograniczenia jakie będą towarzyszyć przy wykonywaniu art quiltu. Miniaturowe prace wymagają bardzo dużej precyzji przy wycinaniu i zszywaniu - każde wkłucie maszyny będzie się liczyć. Duże prace to bardzo duże nakłady pracy, zwłaszcza jeśli zdecydujecie się na haftowanie “z wolnej ręki”. Duża praca kiepsko mieści się pod domową maszyną ograniczając swobodę ruchu - na prawdę jest to ciężka fizyczna praca, podczas której cały czas musicie być skupione na artystycznym efekcie. Dobrze przemyślcie rozmar pracy, zwłaszcza jeśli dopiero zdobywacie doświadczenie w tej materii. Niestety na temat zszywania quiltu i jego wykańczania jest naprawdę niewiele. Autorka nie rozpisuje się zbytnio na temat roli pikowania quiltu, jako środka artystycznego. Uważam, że pikowanie - czy może raczej haftowanie z wolnej ręki - ma ogromny wpływ na finalny wygląd pracy. Rozumiem jednak, że Leni ma do tego nieco inne podejście - jest to po prostu inny styl pracy.

W części trzeciej znajdziemy “rady i sztuczki” dzięki którym szybciej zrozumiemy, jak wzór na tkaninie może pomóc w tworzeniu wrażeń wizualnych. Jest to rozdział o tym jak nie wyważać otwartych drzwi. Możemy w nim odnaleźć informacje o tym, jak poradzić sobie z kwestią drzew, liści, trawy, wody, skał, nieba - czyli o tym co wydaje się łatwe dopóki nie spróbujesz tego zrobić. Jest tu sekcja poświęcona zwierzętom - dotycząca futra i piór, ludziom - o kolorystyce skóry, włosach, rękach, oczach z uwzględnieniem “mowy ciała”. Jest to rozdział, który ułatwia zrozumienie sedna tworzenia art quiltu.

Przewodnik kończy instrukcja “krok po kroku” umożliwiająca zrobienie drugiego art quiltu - “Afgańska dziewczyna” na podstawie zdjęcia Steve’go McCurry - tego z National Geographic. Tak więc na 128 stronach mamy dwa projekty treningowe oraz mnóstwo wskazówek, które umożliwiają rozpoczęcie przygody z patchworkiem artystycznym.

Książka jest niestety w języku angielskim ale autorka zamieściła bardzo dużo poglądowych zdjęć, które umożliwiają zrozumienie prezentowanych zagadnień. Niestety na rodzimym rynku nie żadnej alternatywy.

Jeśli z jakichś powodów czujesz niedosyt możesz zajrzeć na stronę Leni www.leniwiener.com i poszukać dodatkowej inspiracji albo pooglądać jej cudne prace.

Swava Launay "Igłą i nitką malowane"

Swava Launay jest Polką. Przynajmniej z pochodzenia. Urodziła się i wychowała w Klątwach koło Tyszowiec na Zamojszczyźnie i zapewne wtedy znana była jeszcze jako Stanisława Bartosiewicz. W latach siedemdziesiątych wyjechała do Francji i tam mieszka do dziś.

Na początku swojej artystycznej drogi zajmowała się akwarelą i malarstwem olejnym. Zmianę artystycznego medium zawdzięcza spotkaniu z Joanną Winnikow i Jurim Kaulczyckim, dwojgu ukraińskich artystów których, spotkała we Francji.

Prace, które tworzy są niezwykle kolorowe. Stworzone z rozmachem, i jak twierdzi artystka, są emanacją jej marzeń, snów i fantazji. Swava korzysta jedynie z naturalnych tkanin, odrzucając sztuczne, które według niej są zimne i bez duszy. I jeśli pierwsze twoje skojarzenie prowadzi cię do typowej dla patchworku bawełny, nic bardziej mylnego. W pracach artystki królują grube tkaniny - len, wełna, satyna, brokat, perkal, ryps, denim, kreton i atłas - wszystkie mięsiste i miękkie. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, iż używa tkanin z “odzysku” - takiego wachlarza faktur i kolorów nie sposób skompletować w sklepie.

Pewną swobodę w technice Swavy można również zaobserwować oglądając tyły szytych przez nią prac. Często “plecki” przyszyte są jedynie z trzech stron, dość luźno - jakby jedynym zamiarem artystki było zabezpieczenie lub lekkie zakamuflowanie ściegów łączących fragmenty tkanin. Na lamówki często wykorzystuje bardzo grube tkany, stebnując je kilkukrotnie. Góra prac zazwyczaj wykończona jest ozdobnymi pętelkami do zawieszania.

Piszę wam o Swavie Launay, gdyż rok temu byłam na jej wystawie prezentowanej w Żyradowie, w galerii Resursa. Chciałam sobie przypomnieć jej piękne prace i sprawdzić jak odbieram je dzisiaj - ponad rok od kiedy je zobaczyłam.

Zaprezentowane na wystawie prace artystki sprawiały wrażenie spójnych stylistycznie i tematycznie. Odniosłam wrażenie, że Swava ma ugruntowany własny styl, kolorystykę i tematykę prac - że okrzepła już w swoim patchworkowym warsztacie.

Jeśli chcielibyście dowiedzieć się czegoś więcej o artystce zapraszam do odwiedzenia jej strony www.swavalaunay.com

Tworząc niniejszy tekst korzystałam z oficjalnych materiałów Galerii Resursa oraz z własnych zdjęć.

Patchworkowe podsumowanie roku 2018

Moje 3 najlepsze prace mijającego roku

Z końcem roku 2018 chciałam zrobić małe podsumowanie tego co w moim patchworkowym życiu się wydarzyło.

Z grubsza licząc uszyłam 11 portretów + 2 martwe natury. Wydaje się mało ale poświęciłam tym pracom dużo wysiłku.

Trudno mi wybrać te, które są dla mnie najważniejsze lub najbardziej lubiane, posłużę się więc zewnętrznym kryterium - uznania innych.


Magdalena Gasowska Tata z kotylionem.jpg

Tata

II miejsce w konkursie “Biało-czerwona”

Mój portret w kolorach biało-czerwonych zajął II miejsce (w kategorii “Prace małe”) w konkursie organizowanym przez Stowarzyszenie Polskiego Patchworku z okazji 100-lecia odzyskania niepodległości przez Polskę.

Bardzo się cieszę z tej nagrody, z miłych komentarzy od patchworkowych koleżanek. Tata, zwłaszcza na portrecie, też wygląda na zadowolonego.


DSC_1915-2-1000px.jpg

Mama

w kalendarzu SPP na 2019 rok

Ku mojej wielkiej radości Stowarzyszenie Polskiego Patchworku wybrało portret “Mama” do opublikowania w patchworkowym kalendarzu na 2019 rok. Cudownym zbiegiem okoliczności moja Mama pojawi się jako ambasadorka kwietnia a właśnie w kwietniu ma urodziny. Taki bonus od życia dla nas obu.

Portret ten cieszył się dużym uznaniem społeczności facebookowej - zwłaszcza w grupach poświęconych patchworkowym portretom i patchworkom artystycznym.


magdalena gasowska sen o saharze 1.jpg

W namiocie Hassana

Mój patchwork “W namiocie Hassana” został zaprezentowany na wystawie “Sen o Saharze - wystawa fotoobrazów z Maroka” zorganizowanej przez Dorotę Chojnowską i Selima Saffariniego, którzy prowadzą bloga podróżniczego “Ale piękny świat - miej odwagę marzyć”.

Ogromne to dla mnie wyróżnienie zostać zaproszonym do gościnnych występów. Wystawa fotoobrazów Doroty i Selima była piękna i mi było cudownie być tam razem z nimi.


Mama nadzieję, że przyszły 2019 rok będzie równie udany. Mam już pewne plany co do niego. Trzymajcie kciuki.


Wernisaż wystawy "Sen o Saharze - fotoobrazy z Maroka"

2 grudnia 2018 odbył się wernisaż wystawy “Sen o Saharze - wystawa fotoobrazów z Maroka” gdzie gościnnie prezentowałam swój patchwork "W namiocie Hassana".

Na zdjęcie Doroty Chojnowskiej natknęłam się na blogu “Ale piękny świat - miej odwagę marzyć”, który od dłuższego czasu z przyjemnością śledzę. Jak tylko je zobaczyłam pomyślałam, że to piękny portret, i że chciałabym go uszyć.

Jest w tym zdjęciu coś magicznego, kojarzy mi się z bajkami z 1001 nocy. Piękna gra światła i cienia, kolorów – wibrujących i stłumionych, taki spokój emanujący z Hassana nalewającego herbatę. Wydaje mi się, że zdjęcie uchwyciło chwilę bezruchu w tej dynamicznej sytuacji – moment, w którym wszystko jest zatrzymane tylko herbata z czajniczka jeszcze się leje..

Jest to moja pierwsza praca, która uwzględnia również drugi plan. Uznałam, że w tym projekcie niezwykle ważne jest pokazanie otoczenia głównego bohatera, które uzupełnia i nadaje głębszy sens portretu. Nie skupiałam się na indywidualnych cechach twarzy Hassana ale na tym co sobą reprezentuje. Cieszę się, że ten artquilt został zaprezentowany podczas wystawy “Sen o Saharze”. Towarzystwo pięknych fotoobrazów, które powstały podczas podróży przez Saharę, pozwalało lepiej zrozumieć kontekst tego portretu.

Bardzo dziękuję Dorocie Chojnowskiej i Selimowi Saffariniemu za możliwość uszycia patchworku na podstawie ich zdjęcia oraz uczestniczenia w tej imprezie.

Zainteresowanych zdjęciami z Maroka zapraszam na stronę blogu "Ale Piękny Świat - miej odwagę marzyć" oraz do odwiedzenia wystawy, która jeszcze przez 3 tygodnie będzie prezentowana w warszawskiej Klubokawiarni Jaś i Małgosia. Można również zakupić okolicznościowy notes ze zdjęciami prezentowanymi na wystawie uzupełnionymi o historie powstawania zdjęć oraz fantastyczne fotoobrazy prezentowane na wystawie.