W patchworku nic nie dzieje się szybko
Zajmuję się tkaniną artystyczną już 10 lat i chyba największą zmianą, jaka zaszła we mnie przez ten czas, jest nauczenie się życia w bardzo długich procesach. W tej pracy większość rzeczy dzieje się powoli. Na efekt końcowy czeka się tygodniami, miesiącami, czasem latami.
Sam patchwork jest jednym z najbardziej czasochłonnych sposobów tworzenia nowej tkaniny. Projektowanie, wyliczanie, wybieranie materiałów, wycinanie, zszywanie i pikowanie - wszystko wymaga ogromnej ilości czasu i skupienia. Przygotowanie pracy wielkości 120×80 cm zajmuje mi około 5-6 tygodni pracy, czyli mniej więcej 200-250 godzin spędzonych przy maszynie i stole roboczym. To ponad miesiąc codziennej, powtarzalnej pracy zanim zobaczę gotowy efekt.
Gdy praca wreszcie powstanie, zaczyna się kolejny etap oczekiwania. Wystawy i konkursy wymagają zgłoszeń z wielomiesięcznym wyprzedzeniem. Właśnie zgłosiłam Międzyświaty do konkursu HABITAT w Alzacji - termin zgłoszeń upłynął 15 maja. Czy praca zakwalifikowała się do finałowej trzydziestki, dowiem się dopiero w lipcu, sama wystawa odbędzie się we wrześniu. To długie tygodnie niepewności i czekania na decyzję.
Jeżeli uda mi się nawiązać współpracę z muzeum albo innym miejscem publicznej prezentacji, skala czasu jeszcze bardziej się wydłuża. Na realizację wystawy czeka się miesiącami albo latami, a gdy wystawy mają charakter objazdowy, trzeba poczekać 2-3 lata na powrót pracy z zagranicznych wojaży. Właśnie teraz domykam ostatnie szczegóły wystawy w Muzeum Ziemi Mińskiej - i choć same prace są gotowe od dawna, wystawa wymaga od tych prac czegoś nowego. Każda ekspozycja tworzy inny kontekst, więc wracam do nich jeszcze raz - opisuję je na nowo, szukam dla nich nowego języka.
Ostatnio przygotowywałam też tekst do branżowego magazynu Art Quilting Studio. Od momentu otrzymania zlecenia do autoryzacji minęły ponad cztery tygodnie, potem kolejne tygodnie oczekiwania na publikację. Za chwilę ten tekst się ukaże. Nawet w tej gotowości jest jakieś czekanie.
Twórczość artystyczna wymaga więc myślenia w bardzo szerokich horyzontach czasowych. Projekty jednodniowe - takie, które można zacząć i skończyć jednego dnia - właściwie już mi się nie zdarzają. Wszystko wymaga namysłu, planowania i organizacji. Za każdym razem muszę ocenić, czy pomysł, który chcę zrealizować, utrzyma się w czasie i czy naprawdę chcę poświęcić mu kolejne miesiące życia.
Gdy mogę przygotować 5-6 prac rocznie, każda decyzja staje się ważna. Decydując się na jeden projekt mam świadomość, że rezygnuję z kilku innych. Chyba właśnie to jest ten rodzaj cierpliwości, który przez te lata wypracowałam w sobie najbardziej - nie samo znoszenie czekania, ale umiejętność świadomego wybierania, czemu naprawdę warto poświęcić kolejne miesiące życia.

