Patchwork jest trudniejszy niż malarstwo. I nie chodzi o szycie.
Patchwork artystyczny często nazywany jest malarstwem nićmi lub tkaninami. Faktycznie efekt końcowy bywa do złudzenia podobny — piękne barwne plamy tworzące artystyczną całość. Na zdjęciach łatwo się pomylić, na żywo, patrząc z daleka, również. Dlaczego więc uszycie tkaninowego obrazu uważam za trudniejsze od malarstwa?
Pierwszy powód to ograniczona paleta barw. Niezależnie od tego, czy ktoś szyje z nowych materiałów, czy z tkanin z odzysku, możliwa paleta kolorów w tkaninach jest zasadniczo ograniczona. Jeżeli jesteś malarzem, pomyśl sobie, że każdy odcień koloru, jego nasycenie i jasność musisz mieć fizycznie w szafie lub na stole. Wiem, że niektórym malarzom wystarczą trzy tubki farby, żeby zbudować interesującą paletę. Ja mam całe archiwum tkanin — w dużych kuponach, mniejszych kawałkach i torby pełne ścinków. To zajmuje przestrzeń, ale jeszcze bardziej zajmuje czas. Za każdym razem przetrząsam szafę, pojemniki, kartony. Wchodzę po drabinie, ściągam pudła, przeszukuję, odkładam. Wyciągam, przestawiam, sortuję. To nie jest metafora pracy — to jej realna, fizyczna część.
W pracowni.
Każdy kawałek tkaniny występuje w jednej grubości, fakturze i składzie. Ma nadruk albo go nie ma. Nie każdy materiał nadaje się do każdej techniki. Ja pracuję wyłącznie z tkaninami naturalnymi: bawełną, lnem i jedwabiem.
Z tych różnych materiałów trzeba stworzyć paletę pasującą do konkretnego projektu. Kolor nie jest więc czymś, co tworzę — kolor jest czymś, co zastaję. Nie istnieje w oderwaniu od faktury, grubości, połysku czy sposobu zachowania materiału. Każda decyzja o pocięciu i przeszyciu zostawia ślad na tkaninie. Można ją odzyskać, ale nie jest już taka sama jak wcześniej. Za każdą decyzją stoi odpowiedzialność za konkretny, niepowtarzalny kawałek materiału.
Co dzieje się, gdy zabraknie koloru podczas szycia? Trzeba znaleźć tkaninę taką samą albo bardzo podobną. Widać czasem na grupach tematycznych zapytania o konkretny materiał albo miejsca, gdzie można go jeszcze dostać. Ja szyję z tkanin z odzysku, więc nie mam możliwości dobrania kolejnego kawałka tej samej tkaniny — jest to, co jest. To trochę tak, jakby w trakcie malowania ktoś powiedział ci, że nie możesz już wycisnąć więcej farby z tubki.
Niewiele łatwiej jest z nićmi. Występują w dużej liczbie kolorów, ale to wciąż kolory zastane. Nie da się stworzyć nowego odcienia — można tylko wybrać najbliższy z istniejących.
Gdy już znamy ograniczenia materiału, można przyjrzeć się trudności procesu.
W malarstwie obraz może powstawać w trakcie. Robisz szkic i zaczynasz pracować plamami — najpierw większymi, potem coraz mniejszymi, nad detalami. W tkaninie artystycznej zasadniczo nie jest to możliwe. Musisz mieć gotowy pomysł na pracę i zanim przystąpisz do działania wiedzieć, do czego dążysz. Musisz wiedzieć, gdzie trafi który kawałek materiału, jak go połączysz z innymi, jak zachowa się po zszyciu, po prasowaniu, jak zareaguje pod wpływem pikowania czy haftowania. To wszystko projektujesz, zanim weźmiesz nożyczki do ręki. Jeśli pomylisz się w trakcie pracy — utniesz za krótko, zadrży ci ręka, zbiesi się maszyna — to wszystko zostaje na pracy. Oczywiście przede wszystkim widzi to autor, czasem komisja konkursowa. Publiczność zazwyczaj przyjmuje to, co widzi, za efekt zamierzony.
Dlaczego więc mimo tego wszystkiego maluję nićmi zamiast farbami?
Lubię powolne wyłanianie się pracy w procesie twórczym. Wiem, na jaki efekt liczę, a potem przez wiele godzin nie mam pewności, czy dotrę tam, gdzie zakładałam. Czy wszystko pójdzie zgodnie z planem, czy praca skurczy się podczas haftowania, czy kolory zagrają. Jest w tym duża doza niepewności, ale lubię efekt, który daje szycie. Lubię wszywać w prace tkaniny, które coś dla mnie znaczą, które potem rozpoznaję i wiem, że praca powstała z kawałków czegoś, co wcześniej już istniało, miało kontekst, zostało przeobrażone, ale nie zatracone. W tworzeniu nowych rzeczy z elementów, które mają swoją historię i ciężar materialny, jest dla mnie szczególna satysfakcja. Patchwork jest zszywaniem starych elementów w nową jakość. I to właśnie mnie w nim uwodzi.
Patchwork nie jest trudniejszy dlatego, że jest pracochłonny. Jest trudniejszy dlatego, że zmienia relację twórcy z materiałem, decyzją i czasem.

